Witaj, Gość! [ Logowanie

 

Zwierzęta strzegą nas przed kataklizmami!, oraz proces powstawania mitów.

  • Katalogowany: 22 listopada 2012 10:45
Zwierzęta strzegą nas przed kataklizmami!, oraz proces powstawania mitów. - Zdjęcie 1

Opis

Na początek mały test: jaki obraz nasuwa Wam się na myśl, gdy słyszycie następujące opisy: „statek długi jak robak, który się ślizga”, „chwytać-błyskawice-z-nieba”, „słowa-wdmuchiwać-w-metalowe-włókna” lub „miejsce nieprawdziwego życia”? Podaję właściwe odpowiedzi: są to kolejno pociąg, elektryczność, telefon i kino.

Zaskoczeni? Opisy te doskonale ilustrują proces powstawania mitów. W 1920 roku niemiecki podróżnik Erich Scheurmann (1878-1957) opublikował mowy wodza Tuiavii, który w swych młodzieńczych latach uczył się w szkole misyjnej na Samoa, a potem odwiedził Europę. Zbulwersowany obcą sobie, przemysłową cywilizacją, wódz wygłaszał umoralniające mowy do współplemieńców. A ponieważ takie słowa, jak „samolot”, „telefon” czy „kino” nic by nie powiedziały jego współplemieńcom, musiał oddać te pojęcia bardziej opisowo: wymyślił więc własną, wyżej zacytowaną terminologię.

Można sobie wyobrazić, jaki obraz wielkiego miasta zaistniał w wyobraźni współplemieńców wodza Tuiavii na wskutek tych opisów! I jak by wyglądał, gdyby zechcieli go na przykład narysować na ścianie jaskini: z pewnością nie miałby wiele wspólnego z rzeczywistym wyglądem i funkcjonowaniem zachodniej cywilizacji. Podobnie powstało wiele mitów wszelkich kultur i religii, dlatego należy je odczytywać w odniesieniu do realnych, a nie fantastycznych zjawisk.

Z tych właśnie powodów coraz większa liczba naukowców zaczyna traktować mity nie jako alegoryczne opowieści, ale relacje z rzeczywistych wydarzeń, przekazanych w taki sposób, w jaki były one rozumiane przez ich świadków. Dowodzi tego choćby geomitologia. Dzięki niej uczeni znaleźli odpowiedź na pytanie, dlaczego wśród 300 tysięcy ofiar tragicznego tsunami w Tajlandii w 2004 roku nie było nikogo z plemienia Mokenów mimo, że ich drewniane domy na palach zostały kompletnie zniszczone.

Okazało się, że zaufali oni mitowi, który określał tsunami jako „złą falę, która zjada ludzi”. Mit głosi, że co pewien czas na dnie morza budzi się zło, z którego powstaje ogromna fala. Zanim nadejdzie, wysyła znaki ostrzegawcze: morze najpierw się cofa, by z całą siłą uderzyć i pożreć wszystko, co znajdzie się na jego drodze. Dlatego Mokenowie mieli dość czasu, by uciec w głąb lądu.

Określenia geomitologia jako pierwsza użyła już przed dwudziestu laty profesor Dorothy Vitaliano (1916-2008) – geolog z Uniwersytetu Indiana w Stanach Zjednoczonych. „Poznawanie i badanie prastarych mitów, odsyłających w treści do fenomenów geologicznych, daje wymierne korzyści. Ich prawidłowe odczytanie nie tylko pozwala uściślić, a nawet określić czas, miejsce i rodzaj kataklizmu, lecz także ocalić wiele istnień ludzkich” – mówiła w jednym z wykładów Vitaliano.

Bo tego, że lekceważenie mitów może skończyć się tragicznie, dowodzi także historia z 21 sierpnia 1986 roku: w pobliżu jeziora Nyos w Kamerunie w tajemniczych okolicznościach zmarło ponad 1700 osób! Badania wykazały, że wszyscy zatruli się dwutlenkiem węgla, wydobywającym się z krateru wulkanu na dnie jeziora. Dawniej ludzie osiedlali się w innych rejonach jeziora, mimo, że były tam ziemie gorszej jakości: mit głosił bowiem, że woda ma „śmiertelny oddech”. Jednak późniejsi osadnicy zlekceważyli podania przodków o złym duchu, mieszkającym na dnie jeziora – wyjaśnia profesor geochemii William Evans z Amerykańskiego Stowarzyszenia Geologicznego „Geological Survey”.

Wiele mitów zainspirowały erupcje wulkanów, trzęsienia ziemi, powodzie czy upadki meteorytów. Mówią one o „złych duchach” , „potworach trzęsących ziemią”, „płonących górach”, „smokach ziejących ogniem”, „ogniu z nieba” czy „górach wyrastających z morza”. Dziś ich interpretacja łączy geologię, archeologię, antropologię i historię a naukowcy organizują coraz więcej konferencji, poświęconych geomitologii. „Jeszcze kilkanaście lat temu udział w takiej sesji zrujnowałby badaczowi karierę naukową – mówi znany wulkanolog, profesor Floyd McCoy z Uniwersytetu Hawajskiego.

Do ocalenia ludzi przyczynia się także obserwacja przyrody i wyłapywanie nietypowych zachowań zwierząt. Zjawiska te od lat bada profesor Helmut Tributsch z Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego. „To nie wymysł, ale fakt” – twierdzi. „Problemy pojawiają się jednak przy próbie przeprowadzenia dowodu. Wynika to przede wszystkim z tego, że badania takie wymagają dużo czasu i dużych nakładów finansowych”.

Tymczasem już rzymski pisarz i historyk Pliniusz Starszy (23-79 r. n.e.) za jeden z czterech sygnałów mającego nastąpić trzęsienia ziemi uznawał zaniepokojenie wśród ptactwa. Opisał to w swej Historii Naturalnej – leksykonu w 37 księgach, zawierającej informacje z dziedziny kosmologii, geografii, botaniki, fizjologii, mineralogii i wielu innych. Paniki ptactwa doświadczył na własnej skórze: zginął podczas obserwacji wybuchu Wezewiusza w 79 roku, gdy jako dowódca rzymskich okrętów spieszył ludności na pomoc. Przy okazji także – jak na naukowca przystało – chciał przyjrzeć się z bliska skutkom aktywności wulkanu. Śmierć historyka w listach do Tacyta opisał jego bratanek, Pliniusz Młodszy.

Podobne obserwacje poczynił niemiecki geograf i podróżnik Aleksander von Humboldt (1769-1859), współtwórca międzynarodowej organizacji do badań nad zjawiskami magnetycznymi oraz pruskiego instytutu meteorologicznego. Kilka lat spędził w Ameryce Łacińskiej, gdzie badał dorzecze Orinoko, Kubę, płytę Bogoty oraz wygasły wulkan Chimborazo. W 1797 roku donosił, że niedługo przed tym, jak w wenezuelskim mieście Cumana zadrżała ziemia, zwierzęta wpadły w panikę. Ulegały jej zwłaszcza te, które żyją w ziemnych norach, pomiędzy skałami lub pełzają po niej: lisy, myszy i inne gryzonie, żmije czy jaszczurki.

W lutym 1975 roku mieszkańcy jednej z chińskich prowincji zauważyli, że żmije obudziły się nagle z zimowego snu i masowo wypełzały na śnieg, gdzie ginęły z zimna. Co mogło być silniejsze od atawistycznego stanu hibernacji? Tylko lęk przed śmiercią! Sygnał odczytano prawidłowo i ludzie ewakuowali się w miejsca, gdzie nie było widać padłych zwierząt. Kilka dni później trzęsienie ziemi o sile 7,3 stopni zniszczyło prowincję: dzięki żmijom zginęły tylko cztery osoby.

Jednak wyraźny niepokój przed zbliżającym się kataklizmem ogarnia także zwierzęta domowe: konie, psy czy koty. W maju 1967 roku we włoskiej prowincji Friaul tuż przed trzęsieniem ziemi koty wyprowadziły z szop i piwnic swoje młode, by wraz z nimi przeczekać kataklizm w bezpiecznym miejscu. Podobnie było w mandżurskiej prowincji Liaoning w 1975 roku. Do dziś chłopi sycylijscy bacznie śledzą zachowanie swych mruczków, bo nie raz uprzedzały ich o wybuchach Etny. Uczeni przypuszczają, że taka reakcja zwierząt może się wiązać z wyczuwaniem narastania podziemnego ciśnienia i związanej z nim jonizacji powietrza .

„Statystycznie na 20 godzin przed trzęsieniem ziemi o sile 6,5 stopni w skali Richtera widać już pierwsze oznaki niepokoju wśród fauny – twierdzi prof. Tributsch. – Występują też ładunki energii, powodujące błyskawice”. O nietypowych zjawiskach świetlnych, zachodzących przed i po trzęsieniu ziemi, donosili między innymi kanadyjscy naukowcy w czasopiśmie „Seismological Research Letters”. W 1968 roku japoński geolog Yutaka Jasui po raz pierwszy sfotografował czerwoną i fioletową poświatę na niebie, która towarzyszyła trzęsieniu ziemi w prowincji Matsuhiro . Te charakterystyczne luminescencje obserwowano wielokrotnie: także przed trzęsieniem ziemi w Japonii z 2011 roku, a wcześniej przed tsunami z 2004 roku.
W ostatnich latach coraz więcej podróżujemy po świecie, także w bardzo egzotyczne regiony, gdzie występuje duża aktywność sejsmiczna. Nie lekceważmy miejscowych mitów i opowieści rdzennych mieszkańców, obserwujmy też zachowanie zwierząt. Wzbogacimy tym swą wiedzę i bezpiecznie wrócimy do domu.

autor: Margo11

Źródło: nautilus.org.pl

ID oferty: 11250adf40da836a

Zgłoś problem

Przetwarzam Twoją prośbę, proszę czekać ....

Zostaw odpowiedź