Za kilkadziesiąt lat na stołach będą królowały produkty z probówki

Witaj, Gościu! [ Rejestracja | Logowanierss

 

 

Za kilkadziesiąt lat na stołach będą królowały produkty z probówki.

  • Data publikacji: 19 listopada 2012 23:13
  • Dodane przez: Greg




Za kilkadziesiąt lat na stołach będą królowały produkty z probówki.
Za kilkadziesiąt lat na stołach będą królowały produkty z probówki.  - Zdjęcie 1Za kilkadziesiąt lat na stołach będą królowały produkty z probówki.  - Zdjęcie 2

Być może nasze pokolenie jest ostatnim, które może cieszyć się tak różnorodnym, naturalnym menu. Za kilkadziesiąt lat na stołach królowały będą produkty z probówki.

„Scenariusze przyszłości”

Jedzenie przyszłości kojarzy nam się zwykle z jakimiś magicznymi tabletkami – wystarczy połknąć kilka, by zaspokoić potrzeby organizmu na cały dzień. Na razie jednak naukowcy nie są w stanie wyprodukować czegoś takiego, a nawet gdyby, pewnie nie znaleźliby na taką dietę wielu chętnych. Ludzie przez tysiąclecia ewolucji przywykli do spożywania pokarmów, które mają określony wygląd, smak, zapach, konsystencję, a nawet wydają określone dźwięki (tak, tak – to bodźce słuchowe sprawiają, że chipsy bardziej nam smakują niż papka o identycznym składzie!). I tak też zapewne będzie za kilkadziesiąt lat – tyle że technologia produkcji jedzenia zmieni się nie do poznania.

Nie będzie to wyłącznie kwestia kaprysu ani zamiłowania ludzkości do nowinek. Zmiany w tej dziedzinie są konieczne, ponieważ praktykowane przez nas od 10 tysięcy lat rolnictwo przestaje się sprawdzać. Jeśli chcemy wykarmić następne pokolenia, nie niszcząc przy tym planety i nie ryzykując globalnej klęski głodu, musimy szybko opanować nowe sposoby masowej produkcji żywności. Z najnowszych badań naukowych powoli wyłania się jadłospis przyszłości, który będzie obowiązywał zapewne nawet podczas tak tradycyjnych posiłków jak wieczerza wigilijna.

Uszka in vitro

Wigilia zasadniczo jest dniem postu, a więc potrawy na wieczerzę powinny być przygotowane bez użycia mięsa i tłuszczu ssaków i ptaków. Nierzadko jednak bywa tak, że produkty te „przemyca” się do tradycyjnych dań – najczęściej właśnie do barszczu, który można ugotować na wywarze mięsnym. Natomiast nadzienie do uszek może oprócz grzybów zawierać mieloną wieprzowinę. Nasze zamiłowanie do mięsa bywa silniejsze niż tradycja, ale kto wie, czy nie będzie musiało ustąpić pod presją rynku. Hodowla zwierząt rzeźnych jest bowiem wyjątkowo kosztowna, zarówno pod względem ekonomicznym, jak i ekologicznym.

Aby uzyskać kilogram wołowiny, trzeba „zainwestować” kilkanaście kilogramów paszy, którą – zwłaszcza w przypadku masowych hodowli – może być ziarno kukurydzy albo soi. Innymi słowy, zwierzęta jedzą to, co równie dobrze mogłoby być pokarmem dla ludzi. Przez to jedno ogniwo pośrednie w łańcuchu pokarmowym traci się mnóstwo energii, bo krowa poza mięsem „wytwarza” także rogi, kopyta, włosy oraz inne niejadalne elementy.

Nic dziwnego, że uczeni od pewnego czasu pracują nad metodami wydajnej produkcji mięsa in vitro. Hodowla tkanek w specjalnie dobranych pożywkach nie jest dziś niczym niezwykłym. Chodzi o to, by dało się ją prowadzić na masową skalę po cenach konkurencyjnych wobec produktów z farm. Prof. Stig William Omholt z norweskiego Universitetet for miljo-og biovitenskap (Uniwersytetu Nauk Przyrodniczych) wyliczył, że cena mięsa z probówki w 2008 r. wyniosłaby ok. 3500 euro za tonę. A to już całkiem blisko realiów rynkowych – w Europie przeciętny koszt hodowli kurcząt i wołowiny to odpowiednio 1800 i nieco ponad 3500 euro za tonę (z uwzględnieniem unijnych dopłat). Droga do wyhodowania apetycznego steku albo udka jest jeszcze daleka. Na razie mięso in vitro to po prostu dość luźna masa komórek mięśniowych, z których w najlepszym razie można przygotować kotlet mielony, parówki lub właśnie farsz do uszek. Ale wkrótce technologia ta otworzy pole do popisu projektantom żywności, takim jak James King. – Biotechnologia pozwala nam na wytwarzanie mięsa bez okrucieństwa, jakie wiąże się z tradycyjną hodowlą i ubojem – podkreśla artysta. Nic dziwnego, że organizacja People for the Ethical Treatment of Animals ufundowała nagrodę w wysokości miliona dolarów dla tego, kto jako pierwszy opracuje metodę otrzymywania kurzego mięsa in vitro na skalę przemysłową.

Karp a la wołowina

Prawdziwe ryby powinny utrzymać się w naszym menu dłużej niż wołowina oraz wieprzowina – ich hodowla nie obciąża tak środowiska (co innego masowe połowy, które coraz bardziej zagrażają stabilności morskich ekosystemów). Z drugiej strony ceny owoców morza potrafią być zaporowe, a do tego dochodzą obawy o skażenie ich toksycznymi substancjami, takimi jak rtęć i dioksyny. Dlatego i tu w końcu do głosu dojdzie biotechnologia. Ryby są dla nas zdrowe przede wszystkim z powodu wysokiej zawartości niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych – substancji, których nasz organizm potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania m.in. mózgu i układu krążenia, a których sam nie potrafi wyprodukować. Uczeni znają już geny odpowiedzialne za wytwarzanie tych korzystnych dla zdrowia tłuszczów i potrafią „zainstalować je” w komórkach mięśniowych krowy lub świni. W ten sposób można będzie z łatwością w hodować w probówce zdrową odmianę wołowiny, przy okazji pozbawioną także nadmiaru tłuszczównasyconych oraz innych potencjalnie szkodliwych substancji (np. kwasu N-glikolilneuraminowego, który może sprzyjać powstawaniu miażdżycy).

Dalsze modyfikacje genetyczne doprowadzą do powstania mięsa o niespotykanych dotąd smakach i kolorach – będzie to pole do popisu dla kreatywnych kucharzy. A do tego hodowla in vitro ma być w założeniu higieniczna: żadnych zanieczyszczeń, niebezpiecznych dla człowieka mikrobów ani ości wchodzących między zęby.

Genetyka ziemniaczana

O źródła białka na futurystycznej Wigilii możemy więc być spokojni. Ale co z węglowodanami? W tej dziedzinie też szykują się spore zmiany. Kończy się era dominacji upraw zbożowych, które są zbyt podatne na choroby roślin oraz niekorzystny wpływ zmian klimatycznych. Na pozycję lidera mogą natomiast wysunąć się stare poczciwe ziemniaki. Co prawda nie cieszą się one zbyt wielkim poważaniem dietetyków (z racji wysokiej zawartości łatwo przyswajalnych węglowodanów), ale też trudno odmówić im pewnych zalet. W porównaniu z ziarnami zawierają więcej pełnowartościowego białka oraz kilka ważnych witamin i pierwiastków śladowych. Są też tańsze i łatwiejsze w uprawie (z jednego pola można zebrać plony nawet trzy razy w ciągu roku). Nic dziwnego, że Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała je za jedzenie przyszłości, a 2008 rok ogłosiła Międzynarodowym Rokiem Ziemniaka. Przyszłość ziemniaków także jednak zależy od biotechnologii.

„Scenariusze przyszłości”

Autor: Jan Stradowski Źródło: Wydawnictwo G+J

Podobne:



Komentarz do “Za kilkadziesiąt lat na stołach będą królowały produkty z probówki.”

  1. kamil dodany 1 lutego 2014 @ 18:41

    nara

Dodaj komentarz