Sekrety wędrujących głazów - samoistnie się przemieszczają

Witaj, Gościu! [ Rejestracja | Logowanierss

 

 

Sekrety wędrujących głazów – Samoistnie się przemieszczają!

  • Data publikacji: 15 stycznia 2013 21:11
  • Dodane przez: Greg




Sekrety wędrujących głazów – Samoistnie się przemieszczają!

Temat, który pozornie wydaje się być nieprawdopodobnie wprost absurdalny – a mimo to – fascynuje, zadziwia i przeraża. Wszystko dlatego, że pomimo starań naukowców wciąż nie udało się wyjaśnić „tajemnicy wędrujących głazów”. Jak to możliwe, że wielkie kamienie, znajdujące się na terenie jednego z parków narodowych w Stanach Zjednoczonych, samoistnie się przemieszczają? Pomimo wielu hipotez, które stanowiły próbę rozwikłania zagadki, żadna nie okazała się przekonująca.

Znaczniej wielkości kamienne głazy migrują tylko pod osłoną nocy i tylko zimą. Co ciekawe, nie ma żadnych naocznych świadków tego zjawiska. Jedynym z najbardziej zaskakujących dowodów, potwierdzających nieustanną zmianę lokalizacji obiektów, są wyryte przez nie szlaki, które powstają na gliniastym podłożu.

Do tego niezwykłego i niewytłumaczalnego zjawiska dochodzi na terenie wyschniętego, słonego jeziora Racetrack Playa. Ten wysuszony zbiornik leży w Parku Narodowym o nazwie Dolina Śmierci i mieści się w hrabstwie Inyo w stanie Kalifornia. Wyjałowiony promieniami słonecznymi akwen wciśnięty jest między dwa pasma górskie. Od strony wschodniej otaczają go góry Cottonwood, a od zachodniej Last Chance Range.

Dolina Śmierci należy do tych najmniej przyjaznych człowiekowi punktów na mapie świata. Ze względu na panujące tam wysokie temperatury uważana jest za jedno z najgorętszych miejsc na Ziemi. Mimo to, każdego roku przyciąga zarówno rzesze turystów, jak i naukowców. Ci pierwsi przybywają ze względu na rozbudzoną ciekawość i chęć przeżycia przygody, ci drudzy zaś w celu rozwiązania zagadki tego tajemniczego miejsca.

Badania na terytorium Racetrack Playa prowadzone są już od 1948 roku. Wtedy po raz pierwszy dwaj geologowie – Jim McAllister i Allen Agnew – przeprowadzili na tych terenach zakrojone na szeroką skalę badania. Po wykonaniu serii testów doszli oni do wniosku, że odpowiedzialnością za przesuwanie się kamieni należy obarczyć szczególne warunki panujące na tym obszarze. Teren ten należy do jednego z najsuchszych regionów na świecie, a ponadto występują tam silne wiatry, których siła wzmagana jest przez znajdujące się tam wąskie korytarze.

Kolejnej próby wyjaśnienia zjawiska podjął się w roku 1955 geolog George M. Stanley. Uznał jednak, że nie każdy kamień znajdujący się na tym terenie powinien mieć prawo przemieszczać się pod wpływem nawet bardzo silnego wiatru. Przeszkodę powinna stanowić bardzo duża masa niektórych z nich. Wówczas pojawiły się jednak głosy wskazujące, że czynnikiem, który pomaga większym kamieniom w poruszaniu się, może być lód.

Dalszymi badaniami nad tym fascynującym zjawiskiem zajęli się dwaj kolejni naukowcy – Bob Sharp i Dwight Carey. Ich prace na tym terenie trwały wiele lat. W latach 60. XX w. udało im się oznaczyć 30 kamieni. Dokonali też precyzyjnego oznaczania lokalizacji każdego z nich. Po serii przygotowań badacze bacznie śledzili zmiany ich umiejscowienia przez siedem kolejnych lat. Niektóre z kamieni nawet ogrodzono, a w ich pobliżu ustawiono metalowe pręty. Zamysł ten miał potwierdzić bądź wykluczyć udział wiatru, lodu i błota w przemieszczaniu się głazów.

Metalowe pręty, których głównym zadaniem było zniekształcenie oraz zwolnienie wędrówki odłamków skalnych, ledwo otarły się o „poruszające się” obiekty. W czasie prowadzonych badań jeden z kamieni przebył łączną odległość aż 262 metrów. Odnotowano także, że niektóre z bloków przemieszczają się z prędkością dochodzącą do 7 kilometrów na godzinę. Z kolei jeden z najcięższych odłamków skalnych, który ważył aż 320 kg, przebył odcinek mierzący 18 metrów.

Interesujący jest fakt, że zdarzają się też przypadki, w których kamienie znajdujące się obok siebie przemieszczają się parami, pokonując tę samą odległość. Bywa też tak, że poruszają się tylko niektóre, podczas gdy inne nawet nie drgną. Jeszcze inne bloki po przesunięciu się znikają bez śladu, pozostawiając po sobie jednak wyraźny ślad przebytej wędrówki. Wyeliminowano przy tym udział ludzi, gdyż nie znaleziono na miejscu innych pozostawionych śladów.

Bardzo interesująca jest też historia głazu oznaczonego przez naukowców literą „J”. Jego masę oszacowano na ok. 320 kilogramów. Kamień ten nigdy nie ruszył się ze swojego miejsca, po czym nagle zniknął ok. roku 1993. Po przeprowadzonym śledztwie ponad wszelką wątpliwość wykluczono tu działalność człowieka.

Do tej pory nikomu nie udało się zaobserwować naocznie ani samego przemieszczania się odłamków skalnych, ani sposobu, w jaki się to odbywa. Całą sytuację komplikuje fakt, że teren jeziora znajduje się pod ochroną, więc o ustawieniu jakichkolwiek kamer nie może być mowy.

Ostatnimi badaniami w tym rejonie zajęli się studenci z Lunar and Planetary Sciences Academy wraz z naukowcami NASA. Tym razem do próby wyjaśnienia zagadki wykorzystano nadajniki GPS oraz urządzenia rejestrujące temperaturę oraz wilgotność gleby wokół głazów. Z informacji, jakich dostarczyły urządzenia, wynika, że większą prędkość osiągają kamienie większe. Ponadto na końcu każdej drogi, jaką pozostawił blok, znaleziono mały kopiec ziemi. Co dziwniejsze, znaleziono go również tam, gdzie głazy w tajemniczy sposób zniknęły. Przeprowadzono także badania mające na celu sprawdzenie, czy na danym terenie nie występuje pole magnetyczne bądź promieniowanie, jednak żadnego z tych zjawisk na analizowanym obszarze nie odnotowano.

Źródło: niewiarygodne.pl

Podobne:



Dodaj komentarz