Samoorganizujące się społeczeństwo | Iluminaci.com

Witaj, Gościu! [ Rejestracja | Logowanierss

 

 

Pora na zmiany, czyli – Samoorganizujące się społeczeństwo

  • Data publikacji: 4 stycznia 2013 19:39
  • Dodane przez: Krys




Pora na zmiany, czyli – Samoorganizujące się społeczeństwo

„Trzeci sektor” miał budować społeczeństwo obywatelskie. Mierne rezultaty to nie wina społeczników, lecz systemu, którego tryby pracują nieefektywnie.

W Polsce model „dobrego” społeczeństwa obywatelskiego przywołuje się często w opozycji do „złego” PRL – państwa, w którym władza nie pochodziła z demokratycznego wyboru, tylko partyjnego nadania, rządziła oligarchia, nie istniała wolność słowa, a za publiczne manifestowanie swoich poglądów można było dostać milicyjną pałką lub stracić pracę. Budowanie „społeczeństwa obywatelskiego” po 1989 r. zostało w Polsce powierzone ludziom i organizacjom tworzącym tzw. trzeci sektor. To NGO (non-governmental organizations, organizacje pozarządowe) miały dawać przykład, jak należy tworzyć demokratyczne procedury, angażować społeczeństwo, budować więzy zaufania.

Trzeci sektor znalazł się „pomiędzy” państwem (polityką i administracją) a biznesem (gospodarką). Politycy mieli się zająć polityką, biznesmeni gospodarką, a społecznicy – animować przestrzeń publiczną. Taki rozdział miał służyć czystości formy i przejrzystości działania. Ważna była też współpraca międzysektorowa. Niestety, zamiast budować „społeczeństwo obywatelskie”, trzeci sektor stał się bazą dla różnego rodzaju działań charytatywnych. Trudno jest mieć o to pretensje do samych społeczników, często ludzi o wielkich sercach, altruistów chcących budować lepszy świat. To system sprawia, że wysiłek tysięcy ludzi angażujących się w aktywność społeczną jest jak para w gwizdek: dużo hałasu, mało efektu.

W dużej mierze za powierzchowne działania trzeciego sektora odpowiadają złe założenia strategiczne, niewielka liczba praktycznych rozwiązań pozwalających zrozumieć, czym jest i jak powinna działać demokracja, oraz demotywujący i utrwalający „roszczeniową” postawę system finansowania działań społecznych.

Ludzie powinni poznać w praktyce, co oznacza możliwość zmiany prezesa, który działa na niekorzyść ich wspólnej organizacji, głosami walnego zebrania członków. Powinni nauczyć się rozumieć i uchwalać zapisy w statucie, dzięki którym będą mieli wpływ na swoje miejsce zamieszkania. A także poczucie, że ich firma może zbankrutować, gdy nie wezmą się wszyscy solidarnie do pracy. Jako mieszkańcy miasta czy gminy powinni partycypować w stanowieniu lokalnego prawa, dbać o rzetelne wydawanie publicznych pieniędzy. Dlatego kluczowe dla kształtowania demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego jest oddzielenie od siebie organizacji opartych na członkostwie, współodpowiedzialności i partycypacji (stowarzyszenia, związki, spółdzielnie) od organizacji o charakterze właścicielskim i kapitałowym (fundacje i spółki non profit).

Demotywujący i ubezwłasnowolniający model finansowania działalności trzeciego sektora to kolejny słaby punkt społeczeństwa obywatelskiego. Organizacje pozarządowe nadal skupiają się na przetrwaniu przyznanych dotacji i sprawnym rozliczaniu się z nich. Dawni idealiści uczą się posługiwać językiem grantów, projektów i raportów, wypranym z marzeń i emocji. Dlatego warunkiem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego jest posiadanie przez organizacje pozarządowe własnego majątku. Przyjęte w Polsce zasady zakładają, że każda niewykorzystana (zaoszczędzona) złotówka pochodząca z dotacji musi zostać zwrócona sponsorowi, a nadwyżka finansowa na koniec roku wywołuje panikę w księgowości organizacji społecznych, bo „działalność pożytku publicznego musi bilansować się na zero”. Ten model trafniej byłoby nazwać społeczeństwem charytatywnym niż obywatelskim.

W modelu charytatywnym (patronackim) działania na rzecz wspólnoty mają swojego patrona, który je finansuje. To od woli sponsora zależy cel i kierunek podejmowanej aktywności. To on decyduje, na co i komu dać pieniądze. W przyjętym w Polsce modelu finansowania NGO z dotacji publicznych oraz ochłapów rzucanych przez działy marketingu wielkich firm (tzw. CSR, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu), niezależność organizacji obywatelskich należy włożyć między bajki.

Model obywatelski (samorządny) opiera się na aktywnej i autonomicznej współpracy ludzi. Do działania potrzebują oni wspólnego celu, łączących ich wartości i zaufania, że wszyscy razem tak samo chcą ten cel osiągnąć. Ten model opiera się na tzw. kapitale społecznym. Dopiero w dalszej kolejności ustala się, czy potrzebny jest dodatkowy kapitał finansowy.

Współczesne organizacje społeczne, bierne politycznie oraz pozbawione siły płynącej z gospodarczej niezależności, z potencjalnie prężnego i bojowego organizmu walczącego o lepszy świat stają się grupką rozdrobnionych i nic nie znaczących „organizacji pozarządowych”. Ich dopełnieniem jest garstka organizacji-molochów, przerabiających miliony publicznych złotych na badania i publikacje uzasadniające konieczność ich istnienia.

Trzeba zrozumieć, że niezależność „sektora” nie może polegać na zastąpieniu pieniędzy od sponsorów wolontariatem. Samoorganizujące się społeczeństwo jest rewolucją w świecie zdominowanym przez globalny kapitał. Dlatego, aby zbudować prawdziwie demokratyczne państwo, powinniśmy opierać się na niezależnych strukturach, w których łączą się społeczne zaangażowanie, świadomość polityczna oraz samodzielność ekonomiczna (przedsiębiorczość).
Na podstawie wystąpienia Szymona Surmacza „Przedsiębiorstwa demokratyczne. Szkoła obywatelskiego współdziałania” na konferencji Systemy finansowe na rzecz Społecznej Gospodarki Rynkowej Świat – Europa – Polska, 27 – 28 czerwca 2012, Warszawa

Źródło: glosulicy.pl

Podobne:



Dodaj komentarz

  • Możesz wysłać prywatną wiadomość do Użytkownika.