Leczenie zdrowych ludzi po zmianie norm zdrowia | Iluminaci.com

Witaj, Gościu! [ Rejestracja | Logowanierss

 

 

Leczenie zdrowych ludzi po zmianie norm zdrowia.

  • Data publikacji: 9 grudnia 2012 15:52
  • Dodane przez: admin




Leczenie zdrowych ludzi po zmianie norm zdrowia.

Stan zdrowia każdego człowieka można ocenić na dwa sposoby.
Po pierwsze na podstawie wystąpienia objawów chorobowych takich jak np.: odczuwanie bólu, katar, duszności i całe mnóstwo innych dolegliwości.
A po drugie w oparciu o wyniki badań lekarskich. Jeśli nawet ktoś czuje się całkiem dobrze, ale jego wyniki badań są złe, uznaje sie go za chorego, i poddaje terapii farmakologicznej.

Im więcej chorych, tym więcej przepisanych recept i sprzedanych leków. Najciekawsze jest jednak to, że normy określające nasz stan zdrowia zmieniły się diametralnie w ciągu ostatnich 60 lat. Gdyby zatem dany człowiek przeprowadził badania lekarskie 60 lat temu, uznany byłby za zupełnie zdrowego, robiąc te same badania dzisiaj, wg nowej skali, jest chory.

Zapytajmy, na jakiej podstawie ustalane są takie schematy? Czym kierują się gremia je opracowujące? Z początków XX wieku wywodzi się prosta reguła, zgodnie z którą wszystko jest normą, co mieści się w obszarze tzw. dwukrotnego odchylenia standardowego, czyli +/- 2SD – Standard Deviation – pole zielone na wykresie obejmujące 95,4% wszystkich wyników.

Jeżeli zaczniemy mierzyć dowolny parametr człowieka, np. wzrost, wagę, ciśnienie skurczowe, poziom glukozy, hemoglobiny itp. to okaże się, że otrzymamy podobny wykres, zgodny ze wzorem matematyka Gaussa.

Ten wykres dotyczy ciśnienia skurczowego wg danych z 1950 roku, kiedy na całym świecie żyło około 3,7 miliarda ludzi, czyli 3700 milionów albo 3’700’000’000 osób. W praktyce bada się kilka tysięcy ludzi, a potem wyniki odnosi do całej populacji. Wyobraźmy sobie jednak, że mierzymy ciśnienie skurczowe (tylko skurczowe) każdego człowieka, a następnie rysujemy na wykresie kropkę w miejscu, które odpowiada temu ciśnieniu. Okaże się, że ludzi mających ciśnienie 120 mm Hg będzie kilkadziesiąt milionów i tyle kropek jedna nad drugą postawimy ponad wartością 120. Analogicznie zliczymy ludzi, którzy mają ciśnienie 140 i tak samo umieścimy kropki nad liczbą 140. Podobnie postąpimy dla pośrednich wartości ciśnienia: 121, 122 … 130, 131 … 139, itd., dla wszystkich pozostałych wielkości od 60 do 180 mm Hg, a nawet powyżej. W ten sposób kropki na wykresie symbolizują poszczególne osoby. Jak widać, najwięcej kropek jest w pobliżu liczby 120, tzn., że najwięcej osób na świecie ma ciśnienie skurczowe około 120 mm Hg. Za wybiegające poza normę zdrowia, wg zasad z 1950 roku, uznamy osoby z ciśnieniem wykraczającym poza 2SD, czyli wyższym niż 160 mm lub niższym niż 60 mm Hg. Wg tamtej definicji, osób mających nadciśnienie będzie 2,3% czyli 85 milionów oraz taka sama będzie liczba osób z niedociśnieniem. Pozostałe 95,6% uznajemy za normę. Było tych zdrowych osób w 1950 roku ponad 3,5 mld.

Od tamtych czasów konsekwentnie obniżane są normy zdrowia dotyczące trzech wskaźników: ciśnienia tętniczego krwi, poziomu glukozy i poziomu cholesterolu.Niewielkie obniżenie normy ciśnienia ze 160 mm Hg do 140 mm Hg, praktycznie niezauważalne przez opinię publiczną, lekarzy i samych chorych, zaowocowało w latach 70-tych zwiększeniem liczby osób kwalifikowanych do leczenia lekami hipotensyjnymi z 2,3% do 16% czyli blisko siedmiokrotnie. Jak widać z wykresu, już nigdy nie uda się firmom farmaceutycznym osiągnąć tak znacznego zwielokrotnienia sprzedaży, jak wtenczas.

Nawet, gdyby zmuszono następnym razem wszystkich zdrowych ludzi do leczenia się, to i tak zwiększyłoby to sprzedaż leków tylko pięciokrotnie, z 842 mln do 4337 mln. A przecież nie można uznać 100 % ludzi za chorych, jakaś niewielka grupa musi mieć normalne ciśnienie.

W kolejnych latach polityka konsekwentnego obniżania norm zdrowia przyniosła dalszy wzrost liczby chorych i sprzedaży leków. Pewną rolę odegrał w tym przyrost demograficzny ludności świata, która prawie się podwoiła i liczy obecnie 6,8 mld. Jednak główną przyczyną jest obniżenie norm zdrowia, które spowodowało wzrost sprzedaży leków z 2,3% do 60% populacji u której stwierdza się podwyższenie ryzyka różnych chorób związanych z nadciśnieniem krwi.

Oczywiście krzyczącą niesprawiedliwością i szkalowaniem dobrego imienia firm farmaceutycznych byłoby stwierdzenie, że to one wprowadziły normę 115 mm Hg dla ciśnienia skurczowego. Po pierwsze, firmy tylko produkują standaryzowane chemiczne substancje, powodujące obniżanie ciśnienia krwi, zwane lekami i uczciwie uprzedzają, że te substancje nie leczą nadciśnienia a działają wyłącznie objawowo, wywierając przy okazji rozliczne szkodliwe efekty uboczne. Firmy nie ustalają same norm medycznych. Po drugie, obecnie zgodnie z przedstawionym schematem „leczenia” nadciśnienia, bezwzględnego podawania leków hipotensyjnych wymagają osoby zdrowe z ciśnieniem ponad 140 mm Hg oraz diabetycy z ciśnieniem powyżej 130 mm Hg.

Do 115 mm Hg jeszcze dosyć daleko. Więc o co chodzi? Chodzi o punkt nr 2 powyższych zaleceń: Ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, poczynając od wartości ciśnienia 115/75 mm Hg, podwaja się z każdym wzrostem ciśnienia o 20/10 mm Hg. Przecież każdy chce być zdrowy, piękny i bogaty. Skoro ryzyko chorób podwaja się powyżej 115 mm Hg, słusznym jest to ciśnienie obniżać poniżej tej wartości. Zaniepokojony pacjent zażąda od lekarza recepty, a lekarz zgodnie ze schematem leczenia te środki hipotensyjne przepisze, bo nie jest samobójcą, który samotnie wypowie wojnę WHO, FDA, ichniej Izbie Lekarskiej itd.

Trend jest jasny, stopniowo normy są obniżane, i wcześniej, czy później wszyscy mający ciśnienie powyżej 115 mm Hg będą posłusznie łykać tabletki wierząc, że tylko dzięki nim ochronią swoje zdrowie. Dzięki globalizacji ten trend obejmie cały świat. I to jest piękne. Dla producentów.

Jak widać na poniższym wykresie, dzięki obniżeniu norm, w przeciągu zaledwie pół wieku, liczba osób, którym należy podawać substancje hipotensyjne (obniżające sztucznie ciśnienie) wzrosła z 85 milionów do 4066 mln, blisko 48 razy (słownie: czterdzieści osiem).

W podobnej proporcji wzrosła lub wkrótce wzrośnie sprzedaż i zyski koncernów farmaceutycznych. Jednocześnie w tym samym okresie, pomimo eksplozji demograficznej, zmalała liczba osób kwalifikowanych jako zupełnie zdrowe z 3,5 miliarda do 2,6 mld. Najdalej za 20 lat wszyscy zapomną, że 120 mm Hg, to jest ciśnienie średnie, że połowa ludzkości musi mieć ciśnienie niższe, a połowa wyższe.

Tak więc najdalej za 20 lat wszyscy zapomną, że 120 mm Hg, to jest średnia, że połowa ludzkości musi mieć ciśnienie niższe, a połowa wyższe. Stopniowo wszyscy oswoją się ze świadomością, że substancje hipotensyjne trzeba podawać także niektórym przedszkolakom, tak, jak dziś podaje się psychotropy dzieciom z tzw. ADHD. Z tak zwanym, ponieważ do niedawna uznawano za normalne, że dzieci są aktywne, pobudliwe i uwielbiają biegać.

To, co wkrótce stanie się z nadciśnieniem, już stało się z cholesterolem. Przeciętny dorosły człowiek zazwyczaj ma poziom cholesterolu całkowitego 220-250 mg/100 ml. Ustanowiono więc normę na 200, a w przypadku występowania chorób niedokrwiennych nawet, gdy pacjent ma poziom 180 mg% nadal przepisuje się odpowiednie leki obniżające ten wskaźnik. Magiczną liczbę 200 tak pijarzy wbili wszystkim do głów, że obecnie spotykamy kobiety szczerze zaniepokojone swoim podwyższonym poziomem cholesterolu. Na pytanie, jak bardzo, pada odpowiedź: 205 mg%. Sic! Dwieście pięć jest powodem do troski! Tymczasem 20 lat temu (właśnie przed 20 laty) uznawano za normę poziom do 280 mg%. Ponadto młode kobiety są chronione przed miażdżycą przez estrogeny. A wreszcie, poziom cholesterolu nie ma bezpośredniego związku z chorobą. Można mieć 350 mg% i elastyczne naczynia, a można 160 mg% i przebyć zawał. Naczyniowcy, w przeciwieństwie do kardiologów, traktują badania cholesterolowe racjonalnie, bez histerii. Zapewne dlatego, że naocznie na swoim ekranie ultrasonografu widzą brak związku poziomu cholesterolu z miażdżycą, ale to już inna historia.

Podobnie dzieje się z normami poziomu glukozy we krwi. Przez długi czas uznawano za prawidłowy poranny poziom do 120 mg% na czczo, a i wyższy traktowano pobłażliwie. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ po przeciętnym posiłku ten poziom wzrasta do 180 mg%. Skoro jest to powszechne zjawisko, znaczy to, że 180 mg% nijak nie jest ilością szkodliwą czy toksyczną. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy taki poziom utrzymuje się samoistnie przez dłuższy czas. Niestety, obecnie coraz częściej spotykamy osoby, które są leczone dlatego, że mają poziom glukozy na czczo zaledwie 105 mg% i biorą na wszelki wypadek leki, żeby uniknąć cukrzycy. Taki sposób profilaktyki na pewno te cukrzycę spowoduje, ponieważ przyzwyczai organizm do tychże leków.

Powszechny nacisk na obniżanie w/w trzech norm medycznych nawzajem się wspiera i powiększa liczbę osób kwalifikowanych do leczenia. Zauważmy, że w przypadku podwyższonego ciśnienia zawsze zaleca się diuretyki a dopiero w drugiej kolejności inne leki. Otóż właśnie diuretyki – substancje moczopędne – podwyższają poziom glukozy we krwi. Przy obecnej tendencji do traktowania poziomu glukozy powyżej 110 mg% jako patologii, oczywistym jest korzyść z terapii diuretykami. Dosyć szybko doprowadzają do podwyższenia poziomu glukozy i konieczności przepisania leków przeciwcukrzycowych, bo lekarz prowadzący nie jest samobójcą, który samotnie wypowie wojnę WHO… itd. Leki przeciwcukrzycowe zastosowane w cukrzycy II nie dość, że niczego nie leczą, a tylko działają objawowo, to jeszcze utrwalają nietolerancję glukozy i powodują rozwój choroby. Zamiast zmienić leki i zmniejszyć spożycie węglowodanów, których organizm już nie przyjmuje, zwiększa się sztucznie ilość insuliny we krwi. Insulina jest niezbędna do życia, ale w nadmiernej ilości powoduje miażdżycę, angiopatie, niegojące się rany itd. Standardowo diabetyk ma badany poziom cholesterolu, ponieważ wszyscy wiedzą, że ten poziom będzie podwyższony. Gdy do tego dojdzie, poziom cholesterolu obniża się sztucznie, podając substancje zatruwające wątrobę, dawniej fibraty, obecnie statyny. Ponieważ są szkodliwe dla wątroby, więc po kilku miesiącach pogarszają się próby wątrobowe i wątroba coraz gorzej radzi sobie z utrzymywaniem właściwego poziomu glukozy we krwi, bowiem to ona, a nie trzustka jest za to odpowiedzialna w pierwszym rzędzie. I tak dalej. Kółeczko się zamyka.

A zaczyna się od tego, że obniżone normy ciśnienia powodują, iż w zasadzie zdrowy człowiek zaczyna przyjmować diuretyki, które podnoszą poziom glukozy. Dzięki obniżeniu norm glukozy oraz diuretykom pacjent kwalifikowany jest wówczas do terapii przeciwcukrzycowej, która utrwala wysoki poziom glukozy i pogarsza wskaźniki cholesterolowe. Pogorszone wskaźniki cholesterolowe wymuszają podawanie fibratów lub statyn, które to substancje obciążają wątrobę i utrudniają jej sprawne metabolizowanie tłuszczów oraz glukozy, co musi doprowadzić do utrwalenia cukrzycy i zaburzeń lipidowych. Przy okazji pojawia się arytmia serca, depresja, otyłość, impotencja. No właśnie, także i viagra znajdzie zastosowanie.

Sam pacjent jest szczęśliwy, że ktoś mu to wszystko w porę wykrył. Bo jak by nie wykrył, to… to co? Właściwie, to nic. Nic mu nie groziło. Z badań japońskich wynika, że przeciętni Japończycy mają wyższe ciśnienie krwi i gorsze wskaźniki cholesterolowe niż Amerykanie w USA. Pomimo tego znacznie rzadziej się leczą i dłużej żyją w lepszym zdrowiu.

Powyższe rozważania dotyczą większości pacjentów. Nieliczna mniejszość z bardzo zaburzonymi wskaźnikami musi oczywiście być intensywnie leczona, ale to jest kilka procent populacji, a nie 60%.

Na koniec, warto dodać, że, inaczej niż u nas, w USA prawo wymusza podawanie źródeł finansowania autorów takich publikacji, jak omawiany raport o nadciśnieniu. Niechętnie, ale jednak autorzy ujawnili, od kogo brali pieniądze. Zrobili to tylko w pełnej wersji raportu. W wersji raportu skróconej dla pielęgniarek niczego już nie ujawniali, widocznie uznając, że średniemu personelowi medycznemu informacje o jakichś tam finansach nie są potrzebne. Ponieważ lista donacji jest długa, my tutaj ujawnimy tylko mały fragment, żeby nie zajmować niepotrzebnie miejsca.

Financial Disclosures – Ujawnienie źródeł finansowania
Przewodniczący Dr. Chobanian – otrzymywał honoraria za prelekcje od firm: Monarch, Wyeth, Astra- Zeneca, Solvay, and Bristol-Myers Squibb.
Dr. Bakris – otrzymywał honoraria za prelekcje od firm: Astra-Zeneca, Abbott, Alteon, Biovail, Boerhinger-Ingelheim, Bristol-Myers Squibb, Forest, GlaxoSmithKline, Merck, Novartis, Sanofi, Sankyo i Solvay oraz wsparcie finansowe dla swoich badań od National Institutes of Health i firm: Astra- Zeneca, Abbott, Alteon, Boerhinger-Ingelheim, Forest, GlaxoSmithKline, Merck, Novartis, Sankyo i Solvay; otrzymywał honoraria jako konsultant/doradca od firm: Astra-Zeneca, Abbott, Alteon, Biovail, Boerhinger-Ingelheim, Bristol-Myers Squibb, Forest, GlaxoSmithKline, Merck, Novartis, Sanofi, Sankyo i Solvay.
Dr. Black otrzymywał honoraria za prelekcje od firm: Astra-Zeneca, Bristol-Myers Squibb, Novartis, Pfizer, Pharmacia, and Wyeth-Ayerst.
Itd.

Większość członków Komitetu Wykonawczego otrzymywała podobne honoraria i wsparcie dla badań od w/w firm, wśród których Czytelnik bez trudu dostrzeże największe koncerny farmaceutyczne.

Witold Jarmołowicz
Akademia Zdrowia Dan-Wit
jw@danwit.pl

Źródło: nowadebata.pl

Podobne:



11 Odpowiedź do “Leczenie zdrowych ludzi po zmianie norm zdrowia.”

  1. Łukasz dodany 14 czerwca 2016 @ 19:48

    Koncerny muszą zarabiać,co do tego to chyba nikt nie ma wątpliwości.Leki jeżeli juz są to podawane mają być do końca zycia a nie wyleczyć pacjenta bo nie będzie kogo leczyć .

  2. adam dodany 8 marca 2016 @ 21:54

    dla większości tych mądrali szkoda to pisać są mądrzejsi wiedzą lepiej niech więc łykają piguły i leczą wymyślone przez przemysł farmaceutyczny choroby .

  3. Nie jest prawdą, ze diuretyki zalecane są w pierwszej kolejnosci w leczeniu nadcisnienia. Szczerze mowiac, rzadko zdarza się, by byly lekami pierwszego rzutu w tej dolegliwosci. Natomiast zawsze powinny byc obecne, ale dopiero w sytuacji stosowania w nadcisnieniu terapii 3 lekami…

  4. Donata RUDZKA, Łódź dodany 16 maja 2014 @ 21:02

    NADCIŚNIENIE MAMY ZE ZŁOGÓW TŁUSZCZOWYCH W ŻYŁACH I SĄ TO ELEMENTY TKANKI TŁUSZCZOWEJ, KTÓRE ORGANIZM ODKŁADA NA TRZECH POZIOMACH TJ. KOLEJNO:
    1. w żyłach, 2. pod skórą całego organizmu oraz 3. wokół narządów. Cały czas chodzi o tkankę tłuszczową (w przypadku Osób szczupłych ta tkanka jest wyłącznie w żyłach). A skąd, oczywiście z tzw. WYSOKICH WĘGLOWODANÓW TJ. OD 26.01% WZROSTU.

    UWAGA:
    To kolejno mąka i cukier spożywczy. Nie ma tej wiedzy jako powszechnej zatem taki dramatyczny wynik. B. WSPÓŁCZUJĘ / PRZESYŁAM WYRAZY SZACUNKU! *****

    Puenta to tabele:
    IŻ PRODUKTU.

    P. S.
    Realizując klasyfikację IŻ, organizm sam wykorzystuje złogi trójglicerydów / tłuszczów w żyłach, oczyszczając je. Zwyczajne biologiczne reakcje, które równocześnie eliminują miażdżycę i nadciśnienie, a także cukrzycę typu 2. Wystarczy 1 (jeden) miesiąc takiego żywienia, a wynik prozdrowotny / satysfakcjonujący osiągamy jako rzeczywisty.

    Zobacz także:
    ODPAROWANE WĘGLOWODANY TJ. DO STRUKTURY C.

  5. To co w tym artykule napisano to wszystko prawda, od początku do końca.

  6. elżbieta dodany 11 grudnia 2012 @ 17:36

    Moja mama w wieku 33 lat zaczęła się leczyć z powodu niewielkich skoków ciśnienia. Dostała tabletki, które przyjmowała regularnie zgodnie z zaleceniami lekarza. Po kilku latach leki zniszczyły jej wątrobę. Lekarz dopisał jej następne lekarstwo, by chronić wątrobę. Potem zaczęły pojawiać się inne dolegliwości, na które przepisywano jej wciąż nowe lekarstwa. Dzisiaj ma 68 lat i całkowicie rozregulowany organizm. Jedne tabletki pomagają na jedno schorzenie, ale szkodzą na inne. Wtedy lekarze zmieniają leki i dawki. I tak w kółko. Teraz już nie ma odwrotu, bo organizm nie jest w stanie funkcjonować bez leków, na które wydaje pół emerytury. Wiem, że wiek też ma znaczenie, ale moja mama zaczęła się leczyć w wieku 33 lat!!! I myślę, że to był jej największy błąd.

  7. @Lekarz
    A czy pan zapomnial, ze kiedys ludzi o wzroscie 180 cm bylo bardzo malo.Moze jednak trzeba uzupelnic wiedze na ten temat, a pozniej profesjonalnie sie wypowiadac.

  8. Lekarz dodany 11 grudnia 2012 @ 00:22

    Zastanawiające jest to, co piszecie. Ciśnienie skurczowe poniżej 90mmHg to stan wstrząsowy. Ciśnienie skurczowe poniżej 80mmHg nie jest w stanie wtłoczyć krwi do mózgu osoby o wzroście 180 cm przy normalnym ciśnieniu atmosferycznym, a Wy piszecie, że w latach 50. 85 mln ludzi na świecie żyło z takim ciśnieniem i byli całkiem zdrowi… No, chyba, że nie mieli perfuzji w mózgu… Ale to zbyt zdrowe chyba nie jest…

    Rozumiem – dyskredytować medycynę alopatyczną, jest wiele powodów i wiele z nich jest prawdziwych. Ale to, co tu piszecie w podstawach jest błędne…

    • Kaśka dodany 11 grudnia 2012 @ 14:48

      O ile dobrze widzę, to wykres pokazuje, że 85 mln ludzi miało ciśnienie poniżej normy. Tak zresztą jest to tutaj opisane: „… osób mających nadciśnienie będzie 2,3% czyli 85 milionów oraz taka sama będzie liczba osób z niedociśnieniem….”
      Tymczasem Pan napisał: „a Wy piszecie, że w latach 50. 85 mln ludzi na świecie żyło z takim ciśnieniem i byli całkiem zdrowi”. Gdzie tak jet napisane? Bo nie mogę znaleźć.

    • Doktorku. Moja 95-letnia babcia ma nadal 150 cm wzrostu. A normy dla koszykarza w laboratorium wypisane? Sama mam 158 cm wzrostu;). Co mnie jakiś Gortat obchodzi.

    • pacjent dodany 27 kwietnia 2016 @ 16:00

      Jeżeli jesteś lekarzem, to wstydź się wypisywać takie bzdury. Tak składa się, że dokładnie mam 180 cm wzrostu i czasami miałem ciśnienie skurczowe poniżej 90 mm Hg i nie miałem żadnego wstrząsu. A czego nie napiszesz, że lekarze pozostają w dobrej komitywie z przedstawicielami koncernów farmaceutycznych, i w pewnym stopniu są przez nich „skorumpowani” poprzez jakieś tam durne” programy lojalnościowe”. Wszystkim chodzi o kasiorę.

Dodaj komentarz do Lekarz

  • Możesz wysłać prywatną wiadomość do Użytkownika.