Witaj, Gość! [ Logowanie

 

Koniec świata przy świecach i konserwach u zachodnich stoków Uralu

  • Katalogowany: 12 grudnia 2012 19:14

Opis

W liczącym sobie 25 tysięcy mieszkańców Omutnińsku, leżącym u zachodnich stoków Uralu, ostatnie dni minęły na przygotowaniach do końca świata: setki ludzi skwapliwie skupowało zapałki, świece, sól, naftę i lampy naftowe, a kto dysponował jeszcze jakimś kapitałem, sięgał po konserwy i makaron.

Do mobilizacji mieszkańców wystarczył artykuł w miejscowej gazecie, prywatnych, ukazujących się w kilkutysięcznym nakładzie ”Wiadomościach Omutnińskich” (Omutninskije Wiesti), w którym mowa była o proroctwach tybetańskiego mnicha. Mnich ów, niewymieniony zresztą z imienia, zapowiadał jakoby na 21 grudnia nastanie ciemności, ”której towarzyszyć będą zawirowania na nieboskłonie, okazjonalne błyski świateł i która może trwać nawet przez trzy do czterech dni”; w wyniku tych wstrząsów może ponoć ”zginąć do 10 procent mieszkańców naszej Ziemi”. Tym, którzy pragną przetrwać kataklizm, mnich radzi zgromadzenie dwumiesięcznych zapasów, zapakowanie dokumentów w nieprzemakalne torebki, wzięcie pod pachę dzieci i wyjazd z miasta na daczę, po czym zamknięcie okiennic, niezważanie na błyski i dźwięki oraz oddanie się medytacji.

Obywatelom, których ogarnęła panika, nie dał do myślenia nawet fakt, że artykuł – przedruk z prasy zagranicznej – pojawił się na ostatniej kolumnie gazety, zatytułowanej ”Chwila relaksu”, tuż obok szpalty z dowcipami, w miejsce zwyczajowo umieszczanej tam krzyżówki. Dziennikarze gazety zapewniają, że materiał o mnichu znalazł się tam ”przypadkiem”, jako swego rodzaju wypełniacz kilku pustych modułów na kolumnie, że od początku traktowali go jako żart i nie przyszło im do głowy, że czytelnicy mogą go odebrać w inny sposób.

Teraz jednak nikomu w redakcji nie jest do śmiechu, zwłaszcza, że dziennikarzom przyszło odpowiadać na setki telefonów od przerażonych, niepewnych bądź wściekłych mieszkańców miasteczka, opowiadających, jak rozdzierająco płaczą ich dzieci (”Mamo, ja nie chcę umierać!”) i jak czujni na wszelkie pogłoski emeryci wpadają w panikę. Sprzedawcy zapewniają jednak, że o naftę, zapałki i duże paczki zapałek pytali również młodzi ludzie. Oczywiście, redakcja bije się w piersi i zapewnia, że więcej nie popełni tego błędu.

Rzecz jednak nie tylko w odpowiedzialności prasy za słowo – chociaż oczywiście również o tym. Tym bardziej, że ”Wiadomości Omutnińskie” stanowią przykład odpowiedzialnej, zatroskanej sytuacją gazety lokalnej. Ich dziennikarze nieraz publikowali alarmujące materiały o nadużyciach lub korupcji we władzach miejskich i służbach komunalnych, a nie dalej jak tego lata triumfalnie relacjonowali na swoich łamach historię rodziny, która w następstwie rozprawy otrzymała od miejscowej fabryki nowe mieszkanie komunalne, udowodniwszy przed sądem, że mieszkając w pobliżu zakładów, stale przebywali w oparach trującego benzopirenu.

– Po naszym artykule szefostwo fabryki było przerażone: a co, jeżeli teraz wszyscy będą ich podawać do sądu i wygrywać rozprawy? Przecież w identycznych warunkach, jak bohaterowie naszego artykułu, żyje mnóstwo rodzin! – wspomina dyrektor wydawniczy ”Wiadomości…” Igor Chodyriew. – I co? Nikt z zagrożonych rodzin się nie ruszył! Wolą mieszkać w prowizorycznych, lata temu wzniesionych barakach, razem z dziećmi wdychać rakotwórcze związki i umierać niż coś zrobić – ale kupić pół tuzina świeczek na koniec świata, to proszę bardzo!

I tak jest ze wszystkim, Omutyńsk, chociaż przez chwilę znalazł się na ustach czytającej publiki, w żadnym razie nie jest wyjątkiem. Ostatecznie, skoro moskiewskie ”bluźnierczynie” trafiają na dwa lata do więzienia z racji złamania kanonów soboru laodycejskiego, skoro inny podsądny – myślę tu o sprawie Armena Bagdasariana – trafia za kraty na dziesięć lat w oparciu o zeznania jasnowidza, skoro przez centrum Moskwy przeciągają, dzwoniąc ostrogami, kozackie patrole, a Duma rozważa zaostrzenie ustawy, która już dziś pozwala podciągnąć wszelką inicjatywę artystyczną pod ”zamach na wolność wyznania” – to co tu się dziwić, że w położonym o tysiąc kilometrów od stolicy, sennym, niewesołym miasteczku ktoś kupuje na zapas zapałki w obawie przed inwazją kosmitów?

Źródło: onet.pl

ID oferty: 13750c8c930e5185

Zgłoś problem

Przetwarzam Twoją prośbę, proszę czekać ....

Zostaw odpowiedź