Iluminaci.com | Koniec Euro - zostały 3 miesiące

Witaj, Gościu! [ Rejestracja | Logowanierss

 

 

Koniec Euro – zostały 3 miesiące

  • Data publikacji: 4 czerwca 2012 09:22
  • Dodane przez: admin




Koniec Euro – zostały 3 miesiące

Coraz częściej słyszy się o nieuchronnym końcu wspólnej waluty europejskiej.

Amerykański miliarder i inwestor George Soros, którego cytują w niedzielę media brytyjskie, powiedział na konferencji ekonomicznej we Włoszech, że rządy strefy euro mają około trzech miesięcy na uratowanie wspólnej waluty.

“Znajdujemy się w punkcie przesilenia” – powiedział Soros, który uważa, że “władze mają trzy miesiące na poprawę swych błędów i odwrócenie obecnych negatywnych trendów”.

“Potem rynki będą dalej żądać więcej, a władze nie będą w stanie spełnić tych żądań” – ostrzegł Soros, występując w sobotę na konferencji ekonomicznej we włoskim Trento.

Zaznaczył, że mówiąc o władzach ma na myśli przede wszystkim rząd Niemiec i Bundesbank, gdyż bez wsparcia Niemiec nic się nie da zrobić.

Na temat Grecji Soros mówi:
„Oczekuję od Greków, którzy już są wystarczająco przerażeni perspektywą wyrzucenia z Unii Europejskiej, że w najbliższych wyborach zapewnią większości koalicji, która jest gotowa do zastosowania obecnej umowy z UE, MFW i wierzycielami bankowymi”.

Zdaniem Sorosa “w ciągu trzech miesięcy osłabnie też gospodarka Niemiec i wówczas (kanclerz Angeli) Merkel będzie jeszcze trudniej skłonić niemiecką opinię publiczną do zaakceptowania dodatkowych zobowiązań wobec Europy”. “Stąd to trzymiesięczne okno” – podkreślił Soros w wystąpieniu, które zamieszczono w niedzielę na jego stronie internetowej.

Inny, znany z kontrowersji, były wiceprezes Bundesbanku Thilo Sarrazina, wydał niedawno książkę pt. „Europa nie potrzebuje euro”.

Holokaust.
Ponad 460-stronicowa książka trafi do księgarń we wtorek, ale tygodnik „Focus” wydrukował już jej fragmenty. Sarrazin analizuje przyczyny obecnego kryzysu w strefie euro.
„W Niemczech politycy SPD, Zielonych i Lewicy w większości optują za euroobligacjami. Wykazują tym samym nie tylko głębokie niezrozumienie psychologicznych i obiektywnych przesłanek solidnej państwowej gospodarki finansowej, ale również źródeł dobrobytu. Poza tym działają pod wpływem bardzo niemieckiego odruchu, zgodnie z którym pokuta za wojnę i Holokaust zostanie ostatecznie odprawiona, gdy wszystkie nasze interesy, a także nasze pieniądze trafią w europejskie ręce” – twierdzi były członek zarządu Bundesbanku i polityk socjaldemokracji.
Sarrazin ocenia również, że Niemcy nie powinny podejmować już żadnych zobowiązań dotyczących wsparcia zadłużonych krajów eurolandu. Jak ocenia, Niemcy stały się „zakładnikiem tych w strefie euro, którzy w przyszłości z jakichś powodów będą potrzebować pomocy”. Ocenia też, że jeśli unia walutowa ma funkcjonować, to wszyscy członkowie strefy wspólnej waluty powinni „zachowywać się mniej więcej odpowiednio do niemieckich standardów”. Za nieprawdziwą uważa on tezę kanclerz Angeli Merkel, iż „jeśli upadnie euro, upadnie Europa”.
Te cytaty wywołały gorącą dyskusję w Niemczech, jeszcze zanim książka Sarrazina trafiła na półki w księgarniach.

Niecałe dwa lata temu Sarrazin wywołał w Niemczech burzę, publikując książkę pt. „Niemcy likwidują się same”. Zarzucił w niej imigrantom z państw muzułmańskich, że tworzą „równoległe społeczeństwo” oraz przysparzają państwu więcej kosztów socjalnych, niż wart jest ich wkład w rozwój gospodarki. Według niego duża liczba niewykształconych imigrantów z państw muzułmańskich wpływa na obniżenie średniego poziomu inteligencji w niemieckim społeczeństwie.
Książka stała się bestsellerem, ale w obliczu skandalu Sarrazin został nakłoniony do rezygnacji z zasiadania w zarządzie Bundesbanku.

Sytuacja zaiste musi być ponownie bardzo nieciekawa nie tylko z powodu Grecji, ale także Hiszpanii, gdzie kryzys ekonomiczny i finansowy wymyka się spod kontroli rządu w Madrycie. Nawet wyjątkowo dobrze nam znany prezydent Obama bardzo zaniepokojony, dzwonił w tej sprawie po kolei do Merkel, Hollande i Monti oraz wysłał do Europy Laela Brainarda,podsekretarza Skarbu USA.

Wg tygodnika Die Welt w przygotowaniu jest obszerny plan całościowy dla ocalenia strefy euro, który ma być zaproponowany na szczycie europejskim (ostatniej szansy) pod koniec czerwca b.r. Federalistyczna inspiracja tego projektu ma pomóc Madrytowi w ratowaniu hiszpańskiego systemu bankowego.

Jak twierdzi analityk z Le Figaro – Economie, Niemcy już od roku „głośno marzą” o wykorzystaniu kryzysu dla skorygowania błędów pierwotnej konstrukcji UE, poprzez zwiększenie integracji budżetowej i socjalnej oraz silniejszej wspólnoty politycznej. Pod wpływem swojego ministra finansów Wolfganga Schäuble, wydaje się zdecydowana iść dalej w kierunku Europy federalnej. Według tygodnika Die Welt kontury odnowionej Europy mogą zostać nakreślone podczas obrad Rady Europejskiej 28-28 czerwca. W skrócie plan ma zaproponować utworzenie nowej zreformowanej:
Unii bankowej
Unii budżetowej
Unii politycznej
oraz reform strukturalnych polegających na modernizacji systemów socjalnych, łagodzeniu zasad dotyczących rynku pracy i zniesieniu wszelkich granic i ograniczeń celnych dla wewnętrznego rynku europejskiego. (aby przypadkiem Polakom nie przyszło do głowy odbudować swój przemysł przy pomocy chińskich inwestycji)

W tym miejscu przytoczymy w całości inny, ciekawy artykuł, który pojawił się kilka dni temu na stronie: salon24.pl.

Jego autor pisze:

Jak tylko mam czas i nie zapomnę to oprócz zagranicznych doniesień z dziedziny ekonomii i aktualności dotyczących kryzysu w strefie euro, z największym zainteresowaniem czytam notki i komentarze naszego przyjaciela z Grecji, Dima, gdyż są one wprost bezcenne. Na podstawie czynionych na gorąco obserwacji przekazywanych nam w notkach i komentarzach Dima, można już sformułować kilka tez, czy nawet zamachnąć się na doktorską dysertację na temat skutków wprowadzenia Euro. Sukces międzynarodowy zapewniony, a może nawet nobel z ekonomii ;-)

zacytuję fragment:

Dziś w nocy oglądałem (Grecy tak mają :) spotkanie z ekspertem nt. czy można teraz wyjść z waluty Euro i czy w ogóle warto, z pominięciem powodów politycznych.

Gość pokazywał tabele… jak do 2001 rok grecki eksport, po spadku z uwagi na wejście do Unii, utrzymywał się na stałym poziomie około 12 mld Euro, a import na umiarkowanym poziomie 20 mld Euro. Po dodaniu wpływów dewizowych z turystyki – wszystko tu grało, a unijne inwestycje faktycznie extra szybko bogaciły kraj (a nie tylko budowały drogi itd)

Natychmiast po wejściu do strefy Euro, eksport spadł jeszcze o 20%, a import zaczął rosnąć wykładniczo, co raz szybciej. W 2008 roku wynosił już około 65 mld Euro i oczywiście, że nie światowy kryzys (recesja), ciężko bijąc po flocie i turystyce – narodowych ciężkich przemysłach Grecji, przyspieszył katastrofę. Która jednak w walucie Euro i tak musiałaby nastąpić, gdyż nie istniał sposób zrównoważenia importu ze stroną eksport + turystyka przyjazdowa.

Po prosto to państwo, w tym układzie monetarnym, nie mogło zaistnieć dłużej, niż trochę lat i krach !
(…)

Reasumując …
Można z powyższej relacji zauważyć, że unijny podział pracy i dochodów działał dla obu stron prawidłowo, a w każdym razie zgodnie z projektem, do roku 2001. Natomiast od 2002 ulegał szybkiej i rozpędzającej się deregulacji, aż do nieubłaganej katastrofy.

Wyregulować daje się dopiero po obniżeniu o kilkadziesiąt procent greckich dochodów osobistych.Czyli, przy pozostawianiu unijnych mechanizmów swobody przepływów, w drachmie Grecy byli znacznie bogatsi, niż mogą być w walucie Euro. Tyle naukowcy greccy. Bez polityki.

tyle Dim, przyznacie, że jego umysł pracuje na najwyższych obrotach i w sumie trudno się dziwić. Więcej poczytać można chociażby tutaj: Reasumując …

Dim nieustannie dostarcza nam argumentów dla postawienia i udowodnienia tezy, że idea wspólnej waluty europejskiej poniosła fiasko, gdyż z góry była skazana na porażkę. Przyznał to nawet sam Jacques Delors, ale dopiero jesienią ubiegłego roku.
Doskonale pamiętam czasy, kiedy z tą ideą jednej wspólnej europejskiej waluty wyskoczył Jacques Delors i zaczął ją ze swadą propagować. Pamiętam jak idea wspólnej europejskiej waluty była reklamowana jako coś w rodzaju dolara amerykańskiego, dzięki któremu Europa przekształci się w Europejskie Stany Zjednoczone i w ciągu 20 lat (tak szacowano) stanie się równie wielką potęgą jak USA, a nawet większą. Oczywiście w dyskusji, która rozgorzała dało się słyszeć również głosy zwątpienia, czy nawet bardziej energicznej krytyki, w czym prym wiedli renomowani ekonomiści amerykańscy, co z kolei zbijano argumentem, że oni są zainteresowani w tym, żeby Europa nie dogoniła Ameryki i temu podobne dyrdymały ;-)

Oczywiście nikt, nawet największy autorytet nie był w stanie przekonać entuzjastów „dolara europejskiego”, czyli de facto niemieckiej marki przemianowanej na Euro, bo właśnie do tego sprowadzała się cała operacja wprowadzenia jednej wspólnej waluty europejskiej.
I wszytko na to wskazuje, że właśnie Niemcy stali za tą ideą wspólnej waluty opartej na parytecie DM, a Delors został tylko połechtany w swej późności i wypchnięty przed szereg aby robić szum i lobbować na rzecz. W tym celu zresztą zapewniono mu dziesięcioletnią kadencję na czele UE.
Doskonale wiemy z obserwacji naszego własnego, polskiego podwórka, że pożyteczni idioci zawsze się znajdą aby ze szczerym zaangażowaniem realizować podsunięte im zadania. Najlepszą ilustracją tego fenomenu, czy raczej procederu jest przypadek lidera PO Donalda Tuska wraz z jego „kapciowym” Grasiem i całą pozostałą ferajną ;-)

Ale wracajmy do Europy, czyli do Niemiec, gdzie plan przejścia na Euro był opracowany w taki sposób, aby cała operacja przyniosła wymierne korzyści przede wszystkim Niemcom. W precyzyjnym opracowaniu kalendarza i formy wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty brał czynny udział obecny minister finansów Niemiec, wówczas minister spraw wewnętrznych, Wolfgang Schaeuble. Pisał o tym swego czasu Marek Magierowski w URze, nie chce mi się szukać, musicie uwierzyć mi na słowo. W efekcie Niemcy przechodząc na Euro jako ostatni z pierwszej grupy wytypowanych państw, dyskretnie zdewaluowały niemiecką markę. W tym samym czasie inne państwa wprowadzając Euro „zaokrągliły” ceny w górę, co potwierdza w swoich komentarzach Dim. Ja również mogę potwierdzić podając przykład wzrostu ceny bagietki, która po całej operacji kosztowała 1 Euro, czyli 6,56 FF, podczas gdy przed wprowadzeniem we Francji wspólnej europejskiej waluty za bagietkę płaciłem 4 FF. Można więc śmiało przyjąć m, że generalnie po przystąpieniu do strefy Euro we wszystkich państwach ceny relatywnie wzrosły, nawet w Niemczech, chociaż selektywnie i nie aż w takim stopniu jak na przykład w Grecji.
Gdy już po całym zamieszaniu pierwszy kurz opadł, okazało się, że z powodu wzrostu cen we wszystkich państwach, które przyjęły Euro, ceny towarów importowanych z Niemiec odczuwalnie zmalały, a dotychczas bardzo drogie niemieckie samochody, luksusowe Mertze, BeeMki i Audiki stały się osiągalne dla większej ilości konsumentów. Tyle, że jednak jeszcze na kredyt, który równie chętnie rozdawano, co przyjmowano, o czym głównie zadecydował czynnik psychologiczny. Wszyscy uwierzyli, że wprowadzenie wspólnej waluty wreszcie wszystkim zapewni prosperity. Toteż, gdy krajowe banki już nie nadążały z przyznawaniem kredytów ze wsparciem przyszły banki zagraniczne. Strefa euro święciła trumfy i budziła zawiść w oczekujących na przystąpienie do tego ekskluzywnego klubu. Kto jeszcze pamięta te medialne doniesienia o Słowakach, którzy gremialnie przyjeżdżają do Polski na zakupy…

Czy już zaczynacie chwytać, jakie to zgubne mechanizmy uruchomiono wprowadzając jedną wspólną walutę w sposób nieprzemyślany tudzież arbitralny w kilkunastu państwach o bardzo zróżnicowanym profilu i potencjale gospodarczym, odmienych systemach fiskalnych, że już o zamożności ich mieszkańców nie wspomnę?
Nadal opornym, czyli kumatym inaczej, proponuję lekturę kolejnych notek i komentarzy Dima, która powinna Was przekonać i olśnić jako wręcz rewelacyjny przykład ewolucji świadomości in statu nascendi w oparciu o doświadczenia na własnej skórze zdobywane w nadzwyczaj intensywny i niestety bolesny sposób. Takiego świadectwa nie zastąpią żadne, nawet najbardziej naukowe analizy i dywagacje ekonomistów, gdyż obecnie, w przypadku Grecji mamy same fakty, których podważyć nie sposób, a „jako koń jest, każdy widzi”. Jedynie co dostrzegam, to poważne trudności z wyciągnięciem wniosków z tych faktów. A może mamy tutaj do czynienia ze zmową milczenia?

Otóż śledząc doniesienia z Grecji nikt już nie powinien mieć wątpliwości, że jeśliśmy świadkami sromotnego fiaska idei wspólnej europejskiej waluty wprowadzonej w 17 państwach UE, a docelowo we wszystkich państwach należących do europejskiej wspólnoty. Spektakularną i najbardziej miediatyzowaną tego ilustracją jest tzw. grecki kryzys, ale nie dajmy się zwieść, że wszystkiemu są winni „leniwi” i beztroscy Grecy.
Trafiło akurat na Grację, ale równie dobrze mogło trafić na Hiszpanię, Portugalię czy nawet Italię, a w kolejce już czeka Francja i wszystkie pozostałe kraje UE, które przyjęły Euro. Niewzruszone pozostają jedynie Niemcy, jak na razie, bo również one odczują skutki tego kryzysu, gdy kolejne kostki domina zaczną się przewracać. Na samym eksporcie do krajów spoza UE Niemcy długo nie pociągną, a rozszerzający się kryzys w Europie będzie miał z pewnością daleko idące konsekwencje na rynkach całego świata.

Najwyższy czas przestać się oszukiwać perorując o konieczności dalszej integracji ekonomicznej Unii Europejskiej, która oczywiście oznacza dalszą integrację polityczną czyli unifikację, zanik państw i rządy eurokratów z Brukseli, czyli de facto Niemiec. Przyznał to zresztą ostatnio naturszczyk Joshka Ficher, który musiał się o tym gdzieś nasłuchać, co każe przypuszczać, że wiara w ucieczkę do przodu jak na razie dominuje wśród europejskich elit politycznych, szczególnie w Niemczech.

Mimo wszystko liczę jednak na ludzi obdarzonych rozumem oraz cywilną odwagą, którzy ogłoszą fiasko wspólnej europejskiej waluty. Zresztą już pierwsze głosy się przebijają przez medialny szum, już ponownie media europejskie zaczynają cytować wypowiedzi światłych ekonomistów amerykańskich, ale nawet w Niemczech takie głosy zaczynają się pojawiać w ogólnodostępnych mediach – czytaj wpowiedź Thilo Sarrazina, byłego wiceszef Bundesbanku, który ostatnio zawyrokował, że „Europa nie potrzebuje euro”.

Czy u nas w Polsce znajdzie się taki śmiałek, oczywiście poza sferą blogerską, który się odważy napiętnować chorą od samego początku ideę wspólnej europejskiej waluty?

I na koniec wypowiedź Nigela Farange w europarlamencie.
Debata z dnia 22 maja 2012 – „Przygotowanie do nieformalnego szczytu europejskiego, inwestycje, wzrost i praca.”

 

 Źródła: obserwatorfinansowy.plpolskieradio.pl, salon24.pl

Podobne:



Dodaj komentarz

  • Możesz wysłać prywatną wiadomość do Użytkownika.