Witaj, Gość! [ Logowanie

 

Koncerny farmaceutyczne – Eksperymenty na Biednych Ludziach. Testują nowe leki – zmarło prawie 2,4 tys. Osób! Sąd Najwyższy mówi: Dosyć!

  • Katalogowany: 5 stycznia 2013 20:21
Koncerny farmaceutyczne - Eksperymenty na Biednych Ludziach. Testują nowe leki - zmarło prawie 2,4 tys. Osób! Sąd Najwyższy mówi: Dosyć!    - Zdjęcie 1Koncerny farmaceutyczne - Eksperymenty na Biednych Ludziach. Testują nowe leki - zmarło prawie 2,4 tys. Osób! Sąd Najwyższy mówi: Dosyć!    - Zdjęcie 2

Opis

Koncerny farmaceutyczne testują nowe leki w Indiach na nieświadomych tego biedakach i analfabetach. W ciągu pięciu lat zmarło prawie 2,4 tys. osób. Sąd najwyższy mówi: dosyć!

– Testy leków niszczą kraj – zagrzmiała w czwartek ława sędziowska i poleciła, aby wszystkie eksperymenty kliniczne dokonywano odtąd pod nadzorem ministra zdrowia. – Musi pan chronić zdrowie mieszkańców tego kraju. To pański obowiązek. Odpowiedzialni za zgony muszą zostać aresztowani, nielegalne testy zatrzymane – oświadczył sąd, który wcześniej groził, że jeśli rząd nie przedstawi szybko raportu o zgonach pacjentów, na których testowano nowe leki, to może całkowicie zakazać takich badań.

Był maj 2009 r. Do szpitala w Indore w środkowych Indiach zgłosiła się Chandrakala Bai – skarżyła się na bóle w klatce piersiowej. – Jesteśmy z niskiej kasty i gdy idziemy do szpitala, zwykle dają nam voucher na leki za 5 rupii – opowiada jej synowa Nitu Sodey. – Tym razem doktor powiedział, że da nam zagraniczny lek za 125 tys. rupii (7 tys. zł). Byłyśmy zaskoczone. Usłyszałam, że koszty ma pokryć rządowy fundusz dla biednych.

W rozmowie z BBC Sodey zapewnia, że nie miała pojęcia, iż teściowej podano eksperymentalny lek tonapofylline. Nie pamięta, by podpisywała jakąkolwiek zgodę, zresztą żadna z kobiet nie potrafiła czytać. Po zażyciu leku pacjentka dostała palpitacji serca, po kilku dniach wypisano ją ze szpitala. Miesiąc później jej serce przestało bić – zmarła w wieku 45 lat.

Producent leku Biogen Idec stwierdził, że o śmierci pani Bai nie został poinformowany. Tonapofylline nie trafi jednak do aptek, bo – jak dowiodły testy – szkodził pacjentom, zamiast pomagać.

Nawet nie wiedzą, co podpisują!

Według „konserwatywnych” wyliczeń pozarządowej organizacji Swasthya Adhikar Manch w latach 2007-12 w Indiach zmarły 2374 osoby w trakcie prób klinicznych lub wkrótce po nich. Z pewnością wiele zgonów nie miało związku z testami – ludzie byli chorzy, i tak by umarli. Ale Indiom dopiero od 2008 r. zdarza się prowadzić dochodzenia, by to ustalić. Według raportu Generalnego Biura Kontroli Leków śmierć co najmniej 80 osób daje się bezpośrednio powiązać z testami leków. Rodzinom 40 zmarłych wypłacono odszkodowanie – średnio 13 tys. zł za osobę.

To niewiele jak na rynek badań klinicznych wyceniany globalnie na 40 mld zł rocznie. Amerykańskie i europejskie koncerny – wśród nich AstraZeneca, Pfizer, Merck – oszczędzają nawet 60 proc. kosztów, gdy outsourcują badania do Indii. Lubią ten kraj, bo jego 1,2-mld populacja jest mocno zróżnicowana genetycznie, da się tu znaleźć wszystkie choroby świata, lekarze mówią po angielsku, jest dużo szpitali. Poza Indiami sporo testów prowadzi się w Chinach, Indonezji i Tajlandii.

Ruch w interesie wzmógł się po roku 2005, kiedy Indie poluzowały przepisy. W danym momencie testy kliniczne przechodzi 150 tys. Indusów. O tym, że jest to igranie z losem, świadczy choćby to, że z 475 leków, jakie testowano w Indiach przez ostatnie lata, zatwierdzonych do obrotu zostało… 17.

Wiele badań jest prowadzanych zgodnie z regułami, ale na jaw wychodzą też skandale – do testów bierze się mieszkańców slumsów i społeczności plemiennych, często niepiśmiennych i nieświadomych nie tylko ryzyka, ale nawet tego, że biorą udział w jakimś eksperymencie.

Pojawiły się pieniądze, zaczęło się dziać

W szpitalu Maharaja Yeshwantrao w Indore, gdzie „leczono” panią Bai, takie nadużycia były na porządku dziennym. W ciągu siedmiu lat przeprowadzono tam 73 testy na 3,3 tys. pacjentów, z czego ponad połowę stanowiły dzieci. Kilkadziesiąt osób zmarło, żadne odszkodowania nie zostały wypłacone.

Naresh Jatav był zdrowym niemowlakiem, kiedy rodzice zawieźli go do szpitala w Indore, żeby zaszczepić go na polio. Coś podpisali, ale nie wiedzieli co, bo papier był po angielsku. Po podaniu leku Naresh dostał ataku. Do dziś, a minęły cztery lata, ma kłopoty z oddychaniem i trawieniem.

Lekarz nadzorujący testy w Indore został formalnie oskarżony o prowadzenie ich bez zgody pacjentów i o branie łapówek, w tym korzystanie z wyjazdów zagranicznych sponsorowanych przez koncerny farmaceutyczne. Kilku innych medyków z tego szpitala dostało kary finansowe. Sprawił to ich kolega z piętra dr Anand Rai, który zaalarmował władze zdziwiony częstym widokiem nędzarzy badanych najdroższym sprzętem. Został za to zwolniony z pracy.

Dr K.D. Bhargava, szef komisji etyki w szpitalu Maharaja Yeshwantrao, przyznaje, że były błędy w nadzorze. – Nagle pojawiło się dużo pieniędzy i za dużo zaczęło się dziać. Chyba w końcu straciliśmy kontrolę – mówi Bhargava.

Niedawny raport parlamentarnej komisji zdrowia wskazuje, że kontrolę utraciły całe Indie. Jest za mało kontrolerów w stosunku do rosnącej liczby testów oraz spraw sądowych, jakimi muszą się zajmować. W czwartek sąd najwyższy odebrał Generalnemu Biuru Kontroli Leków nadzór nad próbami klinicznymi.

Niewidzialna ręka producenta leku

Trudno jest przypisać odpowiedzialność za nadużycia, bo outsourcing przypomina łańcuszek św. Antoniego – znany producent leków zleca badania firmie zewnętrznej, która z kolei zleca badania podwykonawcy indyjskiemu. „Co gorsza – czytamy w parlamentarnym raporcie – z analizy dokumentów wynika, że wiele opinii [wydanych po testach] napisała niewidzialna ręka producenta badanego leku, a eksperci (lekarze) po prostu złożyli pod nimi swój podpis”.

Producenci zapewniają, że badania kliniczne podlegają surowej kontroli nadzorców w ich krajach, takich jak amerykańska Food and Drug Administration. Jak jednak zbadać, czy lekarz, który zatwierdził wynik badań, czytał, pod czym się podpisuje?

Testy bez zgody pacjentów prowadzono m.in. w Bhopalu, gdzie w 1984 r. doszło do największej katastrofy przemysłowej w historii – gaz wyciekły z fabryki pestycydów zatruł pół miliona ludzi. Ramadhar Shrivastav był jedną z ofiar. Pięć lat temu udał się do szpitala wybudowanego w ramach odszkodowania przez sprawcę hekatomby. Tam podano mu bez jego wiedzy eksperymentalny lek brytyjskiej firmy Astra Zeneca, po którym tak się pochorował, że nie może pracować.

Za pośrednictwem brytyjskich dziennikarzy Shrivastav zaapelował do firm farmaceutycznych: „Błagam, nie róbcie takich eksperymentów na biednych ludziach. Bogaci sobie poradzą, ale kiedy ja [w wyniku choroby] straciłem pracę, cierpi cała moja rodzina. A najlepiej testujcie na sobie”.

Źródła: Intrrnet, BBC, wyborcza.pl

ID oferty: 60250e87b21310da

Zgłoś problem

Przetwarzam Twoją prośbę, proszę czekać ....

Zostaw odpowiedź