Witaj, Gość! [ Logowanie

 

Budują arki, przeprowadzają się do schronów, gromadzą żywność. Po co?

  • Katalogowany: 26 listopada 2012 20:44
Budują arki, przeprowadzają się do schronów, gromadzą żywność. Po co? - Zdjęcie 1Budują arki, przeprowadzają się do schronów, gromadzą żywność. Po co? - Zdjęcie 2

Opis

That’s great, it starts with an earthquake, birds and snakes

„Jeśli mieszkasz w dużym mieście, jakimkolwiek dużym mieście na świecie, nie tylko w Ameryce, ale i Wielkiej Brytanii i gdziekolwiek indziej, musisz zacząć planować ucieczkę. (…) nie możesz dać się złapać w środku dużego miasta. Gdy system ekonomiczny się załamie (a że się załamie wiem, bo pracowałem w siłach specjalnych rządu), to załamie się nie tylko tutaj, ale i w Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii. Dojdzie do wyłączenia sieci elektrycznej, co będzie oznaczało brak elektryczności, brak benzyny (…) nie będzie żadnych artykułów w sklepach, nie będzie wody”. Ta wizja nie jest wstępem do scenariusza kolejnej części Mad Maxa. To jedna z wersji „odezwy” publikowanej od kilku miesięcy w internecie, która, zgodnie z intencją twórców – ma ostrzegać przed końcem świata. Ów koniec świata należy tu rozumieć odrobinę mniej dosłownie niż zwykle, głównie jako zupełną zmianę dotychczasowej formuły życia ludzi na Niebieskiej Planecie. Zdaniem niektórych, zarówno ludzkość jako taka, jak i sama Ziemia, dają nam coraz więcej dowodów na to, iż żyjemy w czasach ostatecznych.

Co to za dowody? Jest ich całe mnóstwo: zwierzęta wymierają na masową skalę, gwałtownie i bez znanego nauce powodu kurczy się populacja pszczół. W wielu regionach świata dochodzi do eskalacji społecznych napięć, które często kończą się rewolucjami. Zdecydowanie częściej niż w przeszłości słyszymy, iż na świat przychodzą okrutnie zniekształcone i zdeformowane zwierzęta. Nasza planeta rozstępuje się wielu miejscach, co jakiś czas informowani jesteśmy o pojawiających się tu i ówdzie olbrzymich i niespotykanych wcześniej rozpadliskach. Media znacznie częściej niż kiedyś informują nas o trzęsieniach ziemi i kataklizmach. Słyszymy o wzmożonej aktywności Słońca, tajemniczych sygnałach odbieranych z kosmosu, dziwnych dźwiękach rejestrowanych w różnych miejscach na ziemi. Asteroidy, niczym ćmy pędzące w stronę światła, lecą w stronę naszego globu. Wszystko to sprawia, że coraz powszechniejsza staje się wiara w to, że koniec świata w takiej formie, w jakiej znaliśmy go dotychczas – jest czymś nieuniknionym. Coraz częściej pojawiają się ludzie, którzy do nadchodzącego końca świata chcą się przygotować.

It’s time I had some time alone

Jak przyszykować się na coś tak strasznego i niewyobrażalnego jak koniec świata? Wbrew pozorom – takie plany powstają i zadziwiają szczegółowością. Jedną stronę takich przygotowań stanowią grupy religijne. Te szykują się do aktualnej apokalipsy tak samo, jak od wieków przygotowywały się wszystkie ruchy religijne na nadejście kolejnych końców świata. Spędzają czas na modlitwie, oczyszczeniu z grzechów i wzmożonym czynieniu dobra. W oczekiwaniu na Sąd Ostateczny, ludzie wierzący intensyfikują swoje działania na drodze do świętości. Chrześcijanie, żydzi i muzułmanie – pomimo wielu różnic doktrynalnych, wizję apokalipsy mają wyjątkowo zbieżną. Co więcej, sama koncepcja końca świata w islamie ma swoje korzenie w judaizmie i chrześcijaństwie. Wszystkie trzy religie zakładają, iż końcowi świata towarzyszyć będą liczne kataklizmy i katastrofy.

Paruzję, czyli powtórne przyjście Jezusa Chrystusa, poprzedzą liczne znaki – wśród nich: pojawienie się fałszywego proroka (Antychrysta), liczne plagi zsyłane na ziemię, a także – prześladowania chrześcijan. Według wierzeń uczniów Chrystusa, fałszywy prorok zostanie pokonany i nastąpi zwycięstwo Słowa Bożego i zmartwychwstanie. Także w islamie jednym ze znaków apokalipsy będzie nadejście Masih-ud-Dadżdżala, który będzie podawał się za Mesjasza. Arabowie wierzą, iż będzie to człowiek ślepy na prawe oko, z literą „kaf” na czole. Będzie on panował przez czterdzieści dni (lub lat) i w końcu przezwycięży go „prawdziwy Mahdi” – Jezus. Wówczas nastąpią dramatyczne wydarzenia, które zwieńczą zmartwychwstanie i Dzień Rozliczenia, islamski odpowiednik Sądu Ostatecznego. Wizja w istocie bliźniaczo wręcz podobna do koncepcji judeochrześcijańskiej. Przygotować się można do niej tylko w jeden sposób – żyjąc w zgodzie ze świętymi księgami wszystkich trzech religii.

Save yourself, serve yourself
Inną drogą przygotowań do przeżycia końca świata podążają ludzie, których często określa się wspólnym mianem „preppersów apokalipsy” (od ang. „to prepare” – przygotowywać się). Kim są preppersi? Są członkami wysoce zatomizowanego ruchu stawiającego sobie za cel przetrwanie w każdych warunkach. Słowo „ruch” należy tutaj rozumieć bardzo umownie – w istocie preppersów łączy tak naprawdę jedna rzecz – w momencie rozpoczęcia Armagedonu chcą oni być przygotowani na najgorsze. Nie zaskoczą ich problemy z brakiem elektryczności, niedobór wody pitnej i pokarmu, dezinformacja i chaos. Przekonani o tym, że koniec świata można przetrwać, kopią schrony, budują arki, dbają o zasoby czystej wody pitnej, kupują żywność w puszkach. W wielu miejscach globalnej sieci podają sposoby na stworzenie tzw. „plecaka ucieczkowego”, który ma umożliwić walkę o przetrwanie w każdych warunkach. Co musi się znaleźć w takim plecaku? Dość łatwo to przewidzieć: nóż myśliwski, latarka, gwizdek, kompas, krzesiwo, pastylki do odkażania wody (są częścią wyposażenia żołnierzy), zestaw wędkarski, ołówek, suchy prowiant i woda na 3 dni, metalowy kubek, mocny sznurek, apteczka i… zdjęcie bliskiej osoby, które – w chwilach największego załamania – ma podtrzymywać nas na duchu.

Preppersi na masową skalę budują schrony i adaptują do ponownego wykorzystania te, które powstały jeszcze w czasach zimnej wojny. Wielką popularnością cieszą się również arki, które mają pomóc przetrwać armagedon. Budowie współczesnych ark towarzyszą rozmaite intencje. Niezwykle często, poza chęcią zyskania tymczasowej popularności, jest to też autentyczna obawa o własne bezpieczeństwo i wiara w to, że ta struktura o charakterze symbolicznym zapewni ocalenie. Budowanie ark zaskakuje o tyle, iż wielu naukowców zgadza się co do tego, że tym wydarzeniem, które przyczyniło się do powstania mitu o potopie w różnych kulturach, było zalanie terenów znajdujących się w obszarze Morza Czarnego, które miało miejsce ponad 6 tysięcy lat przed narodzinami Chrystusa. Nasze sposoby na przetrwanie apokalipsy niewiele się zatem zmieniają od ośmiu tysięcy lat!

Czy preppersi to szaleńcy? Tak, przeglądając globalną sieć nie można mieć wątpliwości co do tego, iż niektórzy z nich bez wątpienia są świrami. Nader często wiedza o sposobach przetrwania w czasach ostatecznych łączy się z przekonaniem, iż „Globalny Rząd Światowy” tworzą ludzie jaszczury (reptilianie), którzy działając „w cieniu”, planują globalny zamach stanu. Często spotkać się można z zabawnymi tezami, według których o wiarygodności tego czy innego eksperta świadczy to, że… nie ma o nim słowa na Wikipedii. Wiadomo przecież, że ta jest źródłem dezinformacji i służy rządom różnych państw do sterowania masami.

Bez wątpienia niektórzy z „preppersów apokalipsy” w swoich planach ucieczki przed końcem świata zabrnęli za daleko. Kto jednak zaświadczy, że podczas zamachów terrorystycznych, powodzi, tsunami czy wielkich katastrof przemysłowych (a więc w sytuacjach takich, jakie zdarzają się we współczesnym świecie dość często), ich wiedza o sposobach przetrwania nie okaże się przydatna?

It’s the End of the World as We Know It

Zglobalizowany strach przed końcem świata jest prostą implikacją lęku przed śmiercią, który towarzyszy człowiekowi od zawsze. Od momentu, w którym zdał sobie sprawę ze skończoności siebie samego. Zdaniem niektórych, to właśnie lęk przed naszą czasową określonością sprawił, iż staliśmy się jako ludzie twórcami. Dlatego „wymyśliliśmy” kulturę i sztukę, dlatego się rozmnażamy i wychowujemy dzieci, dlatego próbujemy na wszelkie sposoby przedłużyć swoją egzystencję i rozszerzyć jej perspektywę o cokolwiek więcej niż tylko „tu i teraz”. Ten strach człowieka – zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i globalnym – potęguje we współczesnym świecie wszystko. Nieustanne bombardowanie informacjami, których nie jesteśmy w stanie przyswoić. Dwie wiadomości dobre, dziesięć złych i setki obojętnych pędzą do nas światłowodami z prędkością, która uniemożliwia katalogizację treści. Stają się niestrawną papką, którą sączymy przez sito sieci społecznościowych, przez media nowe i stare, przez oczy i uszy własne i innych. Niewiele to pomaga. Chaosu, który stworzyliśmy, już nie da się opanować. Podobnie z rywalizacją przepoczwarzoną w permanentną walkę o to, żeby jutro było co najmniej tak dobre – albo i jeszcze lepsze – niż dziś.

(And I Feel Fine)

Przez ten przesunięty horyzont zdarzeń, nieustanne wyczekiwanie i planowanie, sprawiliśmy, iż często rezygnujemy z „tu i teraz”, stając się niewolnikami niedookreślonej przyszłości. Nasze umysły, pragnienia i uczynki nie są zajęte teraźniejszością . Próbują skonkretyzować to, co stanie się jutro i zmierzyć się z oczekiwaniami świata, rodziny, bliskich, przyjaciół i nas samych. W rzeczywistości, w imię planowania jutra, dobrowolnie rezygnujemy z życia dziś. Zaryzykować można tezę, iż to właśnie z naszego niepokoju o przyszłość uczyniliśmy nasz, ludzki znak rozpoznawczy. I to właśnie ta nasza arcyludzka obawa o jutro zrodziła wizję końca świata. Co jeśli wszystko się skończy, zanim zdążymy się dobrze przygotować? Co jeśli czas ostateczny przyjdzie niczym ten „niespodziewany złodziej”, który sprowadzi na nas zagładę? Z pewnością w wymiarze globalnym wizja końca świata nie ziści się 21 grudnia 2012 roku. Trudno, nie ziści się w dziesiątkach i setkach innych dat, które będziemy – jako gatunek – przewidywać, planować i wieszczyć. Z całkowitą pewnością i uczciwością powiedzieć można tylko jedno – hommo timoris – bać się będzie nieustannie.

Aż do samego końca świata.

Śródtytuły pochodzą z utworu amerykańskiej grupy rockowej R.E.M. – It’s the End of the World as We Know It (And I Feel Fine). Po atakach terrorystycznych 11 września 2001 roku, amerykański gigant w dziedzinie rozrywki i reklamy – Clear Channel Communications umieścił ten utwór na liście tekstów „niepoprawnych politycznie”, których publiczna emisja jest niewskazana.

Artur Ceyrowski

Źródło: niewiarygodne.pl

  

ID oferty: 93050b3c676876a3

Zgłoś problem

Przetwarzam Twoją prośbę, proszę czekać ....

Zostaw odpowiedź